> ...
Get Adobe Flash player

 

 

AddThis Social Bookmark Button

j-t-gross


GROSS już jako podejrzany miał prawo do odmowy składania jakichkolwiek wyjaśnień, o czym zawsze wstępnie informuje prokurator. Udzielenie odpowiedzi na pytania, to informacje na podstawie, których daje się możliwość sporządzenia aktu oskarżenia. Podawanie nazwisk, okoliczności spotkań, miejsc pracy itd. to mówiąc krótko - sypanie! Było to jednak normą wśród „marcowych" działaczy, zwanych także „komandosami". Zeznań Grossa w IPN-ie zachowało się dziesiątki, jeżeli nie setki stron. To, co publikuję jest tylko przykładem jego haniebnej postawy. Gross miał matkę Polkę, a tylko ojca Żyda, który jest pochowany na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej w Warszawie.

Leszek Bubel


 

 

PROTOKÓŁ

przesłuchania podejrzanego

Warszawa, dnia 4.IV.1968 r. godz. 8.30

Ja mgr Józef Pacuk inspektor Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, przesłuchałem w charakterze podejrzanego:

GROSS Jan-Tomasz, ur. 1.VIII.1947 r.

Pytanie: Proszę wyjaśnić, gdzie i w czyim towarzystwie spędziliście „Sylwestra" na przełomie 1966/1967 roku?

Odpowiedź: Nie przypominam sobie, gdzie spędziłem tego „Sylwestra". W trzeciej dekadzie grudnia 1966 roku wyjechałem do Zakopanego na odpoczynek. Zatrzymałem się w wynajętym mieszkaniu na Chłapówce. Przed wyjazdem z Warszawy umówiłem się ze znajomymi, że spędzimy razem czas w Zakopanem. Nie pamiętam kto załatwił mieszkanie w Zakopanem. Na zadane pytanie wyjaśniam, że w tym samym budynku mieszkali: Jan Lityński, Seweryn Blumsztajn, Mirosław Sawicki, Ewa Zarzycka, Marta Petrusewicz o imieniu Małgorzata oraz ja. Podczas naszego pobytu odwiedzała nas Maryna Ochab, która mieszkała w Zakopanem, ale gdzie nie jestem w stanie podać. Marynę Ochab poznałem kilka lat wstecz, okoliczności poznania nie potrafię podać. Byłem kilka razy u niej w mieszkaniu, ona natomiast była u mnie chyba raz lub dwa. Oprócz Martyny Ochab odwiedzała nas Jadwiga Lewicka - asystentka na Wydziale Filozofii UW. Z Zakopanego wyjechałem sam. Miało to miejsce „przed Sylwestrem". Pozostali przenieśli się do schroniska „Morskie Oko", gdzie spędzili „Sylwestra".

Nie wykluczam, że zabawę sylwestrową na przełomie 1966 i 1967 r. spędziłem u Barbary Bodalskiej - studentki Wydziału Socjologii UW.

Pytanie: Proszę wymienić do jakich miejscowości wyjeżdżaliście wspólnie z ww. osobami?

Odpowiedź: Nie przypominam sobie, abym wyjeżdżał gdzieś razem z osobami, które wymieniłem w poprzedniej wypowiedzi. Wyjaśniam, że w czasie mego pobytu w Paryżu spotkałem się z Ewą Zarzycką i Janiną Rybą, ale razem z nimi nie wyjeżdżałem. Oprócz tego na początku 1967 roku pojechałem razem z Mirosławem Sawickim i Sewerynem Blumsztajnem do Kampinosu tzn. do Schroniska PTTK w Puszczy Kampinoskiej.

Na tym przesłuchanie przerwano,

Przesłuchanie wznowiono o godz. 13.00.

Wyjazd ten miał charakter towarzysko-turystyczny. Po przyjeździe na miejsce spotkałem tam wielu znajomych. Nie przypominam sobie, czy wiedziałem o tym, iż ich tam zobaczę. Na pewno wiedziałem, że będzie w Schronisku Marta Petrusewicz i Krzysztof Michalski - student III roku Wydziału Filozofii UW. Przypuszczam, że o tym poinformował mnie Seweryn Blumsztajn. Z osób, które były w tym czasie w Kampinosie przypominam sobie, oprócz już wymienionych Józefie Dajczgewanda, Jana Lityńskiego, Irenę Lasotę, Wiktora Góreckiego. Mam trudności z przypomnieniem sobie nazwisk innych osób, gdyż wielu z nich jeszcze dobrze nie znałem. Zwracam uwagę na okoliczność, iż mój pobyt w Kampinosie trwał około półtora dnia. Na pytanie ile osób tam się zebrało wyjaśnienie, że mogło być około 15-20 osób.

Jeżeli idzie o Adama Michnika to wyjaśniam, iż jego w Kampinosie nie było, chociaż o naszym wyjeździe wiedział. Nie przypominam sobie, czy była tam Barbara Toruńczyk oraz Irena Grudzińska. Według mnie wszyscy zebrani byli studentami Uniwersytetu Warszawskiego i znali się między sobą. (...)

Przypominam sobie, że któregoś wieczoru po moim przyjeździe odbyła się dyskusja na tematy społeczno-ekonomiczne, w której udział wzięli chyba wszyscy znajomi przebywający w Kampinosie. Nie potrafię odtworzyć jej przebiegu, zaznaczam, że była ona wielowątkowa i nie miała charakteru spotkania seminaryjnego. Z tej dyskusji pamiętam, że polemizowałem z Józefem Dajczgewandem, Chociaż w tej chwili nie uświadamiam sobie jakiego tematu ta polemika dotyczyła. Przypominam sobie również i tę okoliczność, że Seweryn Blumsztajn poparł moje stanowisko w tej dyskusji. (...)

Podczas mojego pobytu w Kampinosie była tylko jedna dyskusja w tak szerokim gronie. Wyjechałem ze schroniska jako jeden z pierwszych. Na zadane pytanie wyjaśniam, że być może sporadycznie brałem udział w dyskusjach organizowanych przez Studencki Ośrodek Dyskusyjny ZMS na UW oraz przez Koło Młodych „Forum" przy PAX-ie. Chcę zaznaczyć, iż nie lubię zabierać głosu w szerszym gronie, toteż wystąpień publicznych nie miałem zbyt wiele.

Jeżeli idzie o osoby, które były w Kampinosie, to wyjaśniam, że w takim czy podobnym gronie spotykaliśmy się w mieszkaniach znajomych przy różnych okazjach towarzyskich jak: imieniny, urodziny, brydż itp., o czym mówiłem już w czasie poprzednich przesłuchań.

Na tym protokół zakończono, który po osobistym odczytaniu jako sporządzony zgodnie z moimi wyjaśnieniami podpisuję.

Przesłuchał J. Pacuk

Zeznał: Jan Gross

Źródło: IPN BU 0332/11 t. 2, s. 15-17


 

PROTOKÓŁ przesłuchania podejrzanego

Warszawa, dnia 12 kwietnia 1968 r.,

godz. 18.00

Ja, mgr Józef Pacuk inspektor z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, przesłuchałem w charakterze podejrzanego: Grossa Jana-Tomasza (...).

Pytanie: Proszę wyjaśnić dokąd wyjeżdżaliście w lipcu 1966 roku?

Odpowiedź: Jadwiga Lewicka - asystent na Wydziale Socjologii UW zaproponowała mi wzięcie udziału w badaniach ankietowych przeprowadzonych dla Instytutu Ekonomiki Rolnictwa. Na tę propozycję wyraziłem zgodę i wspólnie z Ewą Zarzycką, Barbarą Toruńczyk i Janem Lityńskim pojechałem do Skorzęcia w powiecie gnieźnieńskim, gdzie rozpoczęliśmy pracę. Wyjazd ten miał miejsce na początku lipca 1966 r. W tym czasie w Skorzęcinie znajdowali się już: Jadwiga Lewicka, Jacek Kuroczewski - asystent na Wydziale Socjologii UW, Joanna Papierniak /obecna żona Kurczewskiego/, Klaudiusz Weiss i Anna Węgrowska - student Socjologii, J. Papierniak i K. Weiss obecnie są asystentami na socjologii. Po zakończeniu badań ankietowych w Skorzęcinie Ewa Zarzycka, Barbara Toruńczyk, Jan Lityński i ja pojechaliśmy do miejscowości Ługi Ujskie k/Piły w celu przeprowadzenia dalszych badań. Pozostała część naszej grupy wyjechała do innej miejscowości, której nazwy nie potrafię podać, gdyż nie wiem.

W sumie badania ankietowe przeprowadziliśmy przez okres około 3 tygodni. Następnie razem z Janem Lityńskim pojechałem do miejscowości Trzcianka, gdzie kierownikiem kolonii był Andrzej Kuroń - brat Jacka Kuronia, a wychowawcami - Aleksander Perski, Andrzej Topiński, Seweryn Blumsztajn, Irena Grudzińska, Mirosław Sawicki, Krzysztof Michalski oraz Jola, której nazwiska nie znam. Innych osób pracujących na tej kolonii, nie pamiętam, chociaż wydaje mi się, że nikogo ze znajomych więcej tam nie było.

W Trzciance zatrzymałem się na kilka dni, a następnie wszyscy pojechaliśmy do Sarbinowa /k. Mielna. Przez „wszyscy" należy rozumieć osoby wyżej wymienione, które przebywały w Trzciance. W Sarbinowie spotkałem: Marię Petrusiewicz, Andrzeja Rapaczyńskiego, Paulę Zachczyńską i Annę Kozicką. Nie przypominam sobie, czy z ww. osobami umawiałam się w Sarbinowie. Za wyjątkiem Anny Kozickiej wszyscy mieszkali w namiotach. W Sarbinowie przybywaliśmy kilka dni, a następnie wróciliśmy do Warszawy. Obecnie nie pamiętam czy wszyscy wracali razem, w każdym bądź razie jechało ze mną kilka osób.

W czasie mego pobytu w Skorzęcinie, Ługach Ujskich, Trzciance i Sarbinowie nie było żadnych dyskusji, ani zajęć typu seminaryjnego na tematy polityczne. Zajmowaliśmy się wyłącznie sportem i przyrodą.

Na tym protokół zakończono. Protokół po osobistym odczytaniu, jako sporządzony zgodnie z moimi wyjaśnieniami.

Przesłuchał: J. Pecuk

Podpisuję: Jan Gross

Źródło: IPN BU 0332/11 t. 2, s. 18-19


 

PROTOKÓŁ przesłuchania podejrzanego

Pytania: Proszę wyjaśnić kto wziął udział w zabawie sylwestrowej zorganizowanej w dn. 31.XII.1967 r. w mieszkaniu Diatłowickich.

Odpowiedź: Organizatorem ww. zabawy był Aleksander Smolar. Nie orientuję się, kto mu pomagał przy organizowaniu tej „prywatki". Przypominam sobie, że składka została ustalona w wysokości 100 złotych od osoby.

Omawiana zabawa odbyła się w mieszkaniu Diatłowickich, chociaż nie jestem pewien czy podałem właściwy numer. Jerzego Diatłowickiego w tym czasie nie było z gospodarzy był tylko jego brat Andrzej Diatłowicki, a później przyszła matka z mężem.

Przypuszczam, że w tej zabawie udział wzięło około 30-40 osób. Trudno jest mi podać dokładną cyfrę, gdyż jedni przychodzili, drudzy wychodzili. Oprucz Aleksandra i Niny Smolarów przypominam sobie następujące osoby: Włodzimierza Kofmana, Elżbietę Karpińską, Bognę Arnold, Andrzeja Rapaczyńskiego, Henryka Szlaffert, Jana Lityńskiego, Aleksandra Perskiego, Annę Dodziuk - studentkę Etnografii. Był również znajomy A. Smolara - Marcel Łoziński. Nie jestem zorientowany, gdzie on pracuje oraz gdzie mieszka. Jeżeli idzie o Karola Modzelewskiego i Jacka Kuronia, to podczas mojej obecności ich jeszcze nie było. Tu chcę wyjaśnić, że wyszedłem dość wcześnie chociaż w tej chwili nie jestem w stanie określić godziny. Później dowiedziałem się, nie pamiętam od kogo, że na tej zabawie był Jacek Kuroń oraz Karol Modzelewski. Oprócz osób ww. przypominam sobie jeszcze Paulę Zachczyńską - studentkę Psychologii, Martę Petrusiewicz oraz Irenę Grosfeld - studentkę Ekonomii.

Muszę zaznaczyć, że wielu osób biorących udział w ostatniej zabawie sylwestrowej w ogóle nie znam. Innych nazwisk w tej chwili nie przypominam sobie.

Na tym przesłuchanie przerwano.

Przesłuchanie wznowiono o godz. 18.00.

Jeżeli idzie o inne imprezy towarzyskie, które miały miejsce w 1967 r. w których wziąłem udział należy wymienić: zabawę karnawałową organizowaną przez Andrzeja Mencwela w jego mieszkaniu. W imprezie tej uczestniczyli m.in. Irena Grudzińska, Kalina Zemanek - studentka Wydziału Filozofii, Marcin Król, Roman Zimand, Konstanty Puzyna - krytyk teatralny, Edward Wende z małżonką, nie wiem gdzie on mieszka i czym się zajmuje, Ryszard Przybylski - pisarz, Rafał Marszałek z żoną - dziennikarz innych nazwisk nie pamiętam. Chcę zaznaczyć, że na omawianą zabawę Andrzej Menecwel zaprosił przede wszystkim swoich znajomych, z których wielu nie znam, lub w tej chwili nazwisk nie pamiętam. W maju 1967 roku, jak już zeznałem wcześniej, było spotkanie u Jacka Kuronia. Zebrało się wtedy u niego około 50 osób. Natomiast jeżeli idzie o zabawę, którą organizował A. Mencwel, to wzięło w niej udział około 30 osób. W tym miejscu należy zaznaczyć, że z osób które były na zabawie u A. Mencwela nikt, poza Ireną Grudzińską, nie brał udziału w spotkaniu w mieszkaniu Jacka Kuronia, gdzie zebrali się przede wszystkim byli „walterowcy", koledzy Kuronia, Modzelewskiego, Michnika oraz ich znajomi. W miesiącach maj-czerwiec ubiegłego roku uczestniczyłem w uroczystościach ślubnych Józefa Chajna i Jan Kofmana.

Na weselu J. Chajn byli m.in. Piotr Syrowiński - student Politechniki z żoną, Piotr Halberstadt - redaktor Kroniki filmowej z żoną, Anna Kozicka, Ewa Zarzycka, Maryna Ochab, Aleksander Perski, Jan Kofman, Włodzimierz Kofman, Aleksander i Nina Smolarowie, Irena Grudzińska, Robert Mroziewicz, Feliks Cieszyński - redaktor Wydawnictwa KiW, Zbigniew Wilanowski - student Wydziału Mat.-Fizycznego UW. W sumie w ww. uroczystościach wzięło udział około 40-50 osób, ale wielu z nich nie znam.

Natomiast z wesela Jana Kofmana, przypominam sobie następujące osoby: Andrzeja Mencwela, Marcina Króla, Ireneusza Białeckiego - absolwenta Wydziału Filologii Romańskiej, Piotra Niklewicza - pracownika PAN-u, Józefa Chajna, Aleksandra Mackiewicz - studenta Wydziału Ekonomii UW Feliksa Cieszyńskiego, Roberta Mroziewicz, Aleksandra Smolara, Włodzimierza Kofmana, Elżbietę Karpińską, Sylwię Bekier-Mackiewicz oraz Irenę Grudzińską.

Nie przypominam sobie, czy na tym weselu był Adam Michnik z Barbarą Toruńczyk.

Byłem również na dwóch przyjęciach wydanych przez Joannę Papierniak - asystentkę na Wydziale Filozofii /Socjologia/ i Jacka Kurczewskiego - również asystenta na tym wydziale z okazji ich ślubu oraz pracy magisterskiej Joanny.

Z osób uczestniczących w tych przyjęciach pamiętam: Jacka Tarkowskiego, imienia dokładnie nie pamiętam, pracownika PAN, Piotra Helmana - absolwenta socjologii, Ewę Nowicką - asystentkę na wydziale Socjologii, Aleksandra Lutyka - pracownika PAN-u, Jadwigę Lewicką - asystentkę na Wydziale Socjologii, Andrzeja Szarkowskiego - asystenta na Wydziale Socjologii.

Jeżeli idzie o osoby, które uczestniczyły w moich „urodzinach" oraz w „urodzinach" Karola Modzelewskiego, to złożyłem w tej sprawie wyjaśnienia podczas poprzednich przesłuchań.

Omawianie poprawek i uzupełnień w tekście protokołu: na str. 2 skreślono wyraz „Władysława", a napisano „Włodzimierza", na str. 5 napisano wyraz „uczestniczyłem".

Chcę dodać, że nie jestem pewien czy Irena Grudzińska uczestniczyła w spotkaniu u Jacka Kuronia w maju 1967 roku.

Protokół zakończono o godz. 21.30. Protokół po osobistym odczytaniu jako zgodny z moimi wyjaśnieniami podpisuję.

Jan Gross

Źródło: IPN BU 0332/11 t,. 2 s. 72-76


 

PROTOKÓŁ PRZESŁUCHANIA OSKARŻONEGO

Warszawa, dnia 26 marca 1968 r., godz. 9.00

Ja, mgr Józef Pacuk z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, przesłuchałem w charakterze podejrzanego:

GROSS Jan-Tomasz,

ur. 1.VIII.1947 r. w Warszawie, syn Zygmunta i Hanny z d. Szumańska

Pytanie: Proszę wyjaśnić, czy i kiedy wyjeżdżaliście na Zachód?

Odpowiedź: W 1965 roku po maturze wyjechałam na 6 tygodni do Włoch. Zaproszenie otrzymałem od mego stryja - Feliksa Grossa obywatela USA, który w latach 1964-1965 wykładał socjologię na Uniwersytecie w Rzymie. Obecnie stryj jest kierownikiem katedry socjologii na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Do Włoch przyjechałem sam. Ze stryjem spotkałem się w Positano, gdzie on przebywał wraz z żoną na wypoczynku po skończeniu cyklu wykładów. W Positano zatrzymałem się na okres dwóch tygodni. Czas ten poświeciłem m.in. na zwiedzanie okolic. Razem ze stryjem i stryjenką byłem w Paestun. W tym czasie odwiedziłem również Neapol, ale już sam. Stryja oprócz dziekana Wydziału Ekonomii Uniwersytetu w Rzymie nikt nie odwiedzał.

Po upływie około 2 tygodni od momentu mego przyjazdu do Włoch pożegnałem się ze stryjem i stryjenką, którzy po kilku dniach odpłynęli z Neapolu do USA. Zaznaczam, że podróż z Polski do Włoch oraz powrót opłacił stryj. Otrzymałem również od niego około 100 dol. USA na wydatki związane z pobytem we Włoszech.

Po wyjeździe z Positano odwiedziłem kolejno Rzym, Florencję, Bolonię, Perugię oraz Wenecję. W czasie tej podróży zatrzymywałem, się w hotelach młodzieżowych, gdyż posiadałem legitymację Państwowego Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych. Nie miałem żadnych adresów i nikogo w czasie mego pobytu we Włoszech nie odwiedzałem.

Podczas pobytu w Wenecji poznałem Jerzego Horodyńskiego, który przebywa we Włoszech od 7 lat, jest z zawodu dziennikarzem i pisuje do „Przekroju" oraz „Życia Literackiego". Być może na jego prośbę przewiozłem jakąś korespondencję do Polski, ale nie jestem pewien. Z odpowiadań Horodyńskiego dowiedziałem się, iż spędził on kilka lat w łagrach na terenie ZSRR. Matka jego prawdopodobnie mieszka w Krakowie. W drodze powrotnej do kraju zatrzymałem się przymusowo na 24 godziny w Wiedniu. Nikogo w tym mieście nie odwiedzałem, gdyż nie mam tam znajomych, ani krewnych. W tym miejscu wyjaśniam, że ojciec urodził się w Wiedniu, chociaż jego rodzice mieszkali na stałe w Krakowie. Mój dziadek był posłem do parlamentu austriackiego i w związku z tym często wyjeżdżał do Wiednia.

Następną podróż na Zachód odbyłem w roku 1966. W Paryżu mieszka Michał Gronowski - student Wydziału Matematyki, który jest znajomym Elżbiety Bielskiej i Ireny Żyto - studentki IV roku Wydziału Ekonomii Politycznej UW.

Nie pamiętam przy jakiej okazji powiedziałem im, że chciałbym wyjechać do Paryża. Któraś z w/w koleżanek poradziła mi, abym napisał do Michała Gronowskiego, wyjaśniając, że on załatwi mi zaproszenie. Wobec powyższego uczyniłem zgodnie z tą radą i po jakimś czasie otrzymałem zaproszenie od jakieś pani, której ani nazwiska, ani adresu nie pamiętam. Prawdopodobnie mieszka ona w Paryżu. M. Gronowski mieszka w Paryżu.

Podróż do Francji opłaciłem złotówkami w Polsce. Po przyjeździe do Paryża zatrzymałem się u M. Gronowskiego. W tym czasie w Paryżu przebywali już: Ewa Zarzycka, Elżbieta Bielska, Karol Żyto - brat Ireny Żyto, student Akademii Medycznej w Warszawie, Eugeniusz Smolar, Sonia Kasztelaniec lub Kastelaniec - studentka Wydziału Psychologii UW przyjechała do Paryża nieco później, wydaje mi się, że z Belgii. Wszystkie ww. osoby przyjechały do Francji prywatnie. Jeżeli idzie o koszta mego utrzymania, to pokrywałem je z funduszu jaki powstał z przekazu stryja Feliksa Grossa /50 dol. USA/ oraz pieniędzy zarobionych przeze mnie /około 100 dol. USA/. Pracowałem około 2 tygodni w hurtowni ze sweterkami. Nazwiska właścicielki tej hurtowni nie pamiętam, natomiast hurtownia ta mieściła się przy ul. ... Praca moja polegała na przekładaniu sweterków oraz na rozwożeniu ich do sklepów. Chce zaznaczyć, że pracowałem razem z Ewą Zarzycką. Jeżeli idzie o adres właścicielki ww. hurtowni, to otrzymałem go jeszcze podczas mego pobytu w Warszawie. Nie mogę sobie przypomnieć od kogo, być może od Andrzeja Rapaczyńskiego - studenta III roku Wydziału Filozofii UW, który pracował tam rok wcześniej.

Na tym przesłuchanie przerwano.

Przesłuchanie wznowiono o godzinie 17.00

Jestem prawie pewien, że ani Elżbieta Bielska, ani Karol Żyto, ani Sonia Kasztelaniec nie pracowali zarobkowo podczas swego pobytu w Paryżu. Odnośnie Eugeniusza Smolara nie mogę nic powiedzieć, gdyż nie wiem, czy pracował gdzieś, czy też nie. Przypomniałem sobie, że w 1966 roku otrzymałem jeszcze jedno zaproszenie do Paryża, które nadeszło kilka dni później od tego, które załatwił Michał Gronowski. To drugie zaproszenie zostało załatwione w następujący sposób: jak już mówiłem wcześniej, rozmawiałem ze swoimi znajomymi, że chciałbym wyjechać do Francji i w związku z tym potrzebuję zaproszenie.

W czasie jednej z rozmów poinformowałem o tym Ewę Zarzycką lub Annę Kozicką - absolwentkę Wydziału Psychologii UW. Ewa Zarzycka i A. Kozicka miały we Francji koleżankę Marię /Majkę/ Grabarczyk, przebywającą tam od roku i prawdopodobnie jedna z nich napisała w tej sprawie do M. Grabarczyk, która spowodowała nadesłanie ww. zaproszenia. Zaproszenie to firmował mężczyzna, którego ani nazwiska, ani adresu nie pamiętam.

M. Grabarczyk obecnie nazywa się Kwiecińska albo Kwiecieńska oraz jest studentką Wydziału Historii Sztuki UW.

Podczas mego pobytu w Paryżu bardzo często spotykałem się z Elżbietą Bielską, Karolem Żyto, Eugeniuszem Smolarem oraz Sonią Kasztelaniec. Przez jakiś czas Ewa Zarzycka mieszkała u Michała Gronowskiego, dokąd później wyprowadziła się nie wiem. Spotykaliśmy się najczęściej w mieszkaniu M. Gronowskiego. Miasto zwiedzaliśmy raczej oddzielnie, czasami tylko chodziłem z Ewą Zarzycką.

Po miesięcznym pobycie w Paryżu wybrałem się autostopem w podróż po Prowansji, wspólnie z Ewą Zarzycką i Sonią Kasztelaniec. Wycieczka ta trwała około 10 dni. Nocowaliśmy w namocie, nie mieliśmy adresów ani znajomych, ani krewnych /takowych nie mieliśmy w ogóle/ i nikogo w czasie tej podróży nie odwiedzaliśmy. Po powrocie do Paryża spędziłem tam około 3 dni i następnie samolotem wróciłem do Polski. W sumie we Francji spędziłem około 6 tygodni. Przed wyjazdem do Paryża otrzymałem adres krewnego znajomej Aleksandra Perskiego - Dory Gromb. Brat Dory Gromb, który również nazywa się Gromb, jest redaktorem jednego z pism komunistycznych w Paryżu. Jego syna Richarda poznałem w Polsce, w roku 1965. Natomiast jego drugiego syna Alexa poznałem w Paryżu.

W tym miejscu wyjaśniam, że Dora Gromb jest dyrektorem jakiegoś działu w telewizji. Na jej prośbę odwiedziłem Gromba w Paryżu. Nie przekazywałem mu żadnych przesyłek. Odwiedziłem Alexa kilka razy.

Również przed moim wyjazdem do Paryża, Janina Zakrzewska - pracownik naukowy UW poprosiła mnie o przekazanie dla jej koleżanki upominku, były to chyba korale z bursztynu. Adresu koleżanki J. Zakrzewskiej nie pamiętam.

Wyjaśniam, że Janina Zakrzewska jest koleżanką mojej matki, ale od kiedy one się znają nie wiem. Ojciec Janiny Zakrzewskiej /nazwiska nie pamiętam/ był aplikantem adwokackim u ojca mojej matki - Wacława Szumańskiego. W czasie okupacji Janina Zakrzewska razem ze swoją matką przez jakiś czas mieszkały u moich dziadków - Szumańskich w Warszawie.

W czasie pobytu w Paryżu odwiedziłem razem z Ewą Zarzycką jej koleżankę Rybę Janinę - córkę ppłk. WP, studentkę Wydziału Romanistyki UW. Mieszka ona u swego narzeczonego Patricka, nazwiska nie znam.

Wyjaśniam, że E. Bielskam, K. Żyto, B. Smolar i jak przypuszczam S. Kasztelaniec - mają krewnych w Paryżu. Podczas mego pobytu nie odwiedzałem ich. Czasami spotykaliśmy się w mieszkaniu Michała Gronowskiego z Francuzami, znajomymi gospodarza. Nie przypominam sobie, abym kontaktował się z innymi osobami, oprócz wymienionych wyżej. Nie utrzymywałem żadnych kontaktów z przedstawicielami Polonii francuskiej.

O ile mi wiadomo Ewa Zarzycka mieszka obecnie w Paryżu razem ze swoim narzeczonym Szymonem Koszelem - absolwentem Wydziału Architektury PW.

Protokół odczytałem osobiście i jako zgodny z moimi wyjaśnieniami podpisuję.

Protokół zakończono o godz. 19.00.

Przesłuchał: J. Pacuk

Wyjaśnił: Jan Gross

Źródło: IPN BU 01545/6


 

Warszawa, dnia 11 kwietnia 2011 r.

Leszek Bubel

Prokuratura Rejonowa

Kraków – Krowodrza

ZAWIADOMIENIE

o popełnieniu przestępstwa

Na podstawie art. 304 § 1 KPK, zawiadamiam o popełnieniu przez Jana Tomasza Grossa – autora książki „Złote żniwa" oraz wydawnictwo „Znak" przestępstwa znieważenia Narodu Polskiego, nawoływania do nienawiści ze względu na narodowość, oraz rasizmu tj. z art. 133 KK, 256 i 257 KK.

Wnosząc to zawiadomienie, proszę o wszczęcie postępowania przygotowawczego oraz skierowanie do sądu aktu oskarżenia.

UZASADNIENIE

Dnia 10 marca 2011 r. swoją premierę miała kolejna książka Jana Tomasza Grossa oraz Ireny Grudzińskiej–Gross pt. „Złote żniwa". Ww. tytuł od marca tego roku zaczęło dystrybuować wydawnictwo „Znak".

Punktem wyjścia nowej opowieści Grossów stało się zdjęcie zamieszczone trzy lata temu w „Gazecie Wyborczej", ilustrujące reportaż „Gorączka złota w Treblince". Jest na nim grupa osób, które po gross-strachzakończeniu wojny przekopywały pola wokół obozu w Treblince, poszukując kosztowności, precjozów, złotych zębów wśród prochów i szczątków ofiar tego obozu.

Autorzy ww. książki stawiają tezę, że Polacy czerpali materialne zyski z holokaustu: ukrywali Żydów za pieniądze, szantażowali denuncjacją tych, którym udało się zbiec z getta, dopuszczali się mordów na swoich żydowskich sąsiadach, przejmowali ich majątki i posady. Grossowie podkreślają, że grabież żydowskiej własności i mordowanie Żydów były ze sobą ściśle związane. Nie podają, ilu Żydów wymordowali sąsiedzi na terenie rdzennie polskim, zaznaczając, że badania wciąż trwają, ale jak piszą „tymczasem liczbę ofiar można szacować na kilkadziesiąt tysięcy".

Jednakże absurdalność tez stawianych przez Jana Tomasza Grosa i jego żonę jest tak daleko posunięta, że potrzebaby wyjątkowo złej woli, aby w żaden sposób nie zareagować na kłamstwa w niej zawarte.

Publikacja Jana Tomasz Grossa oraz Ireny Grudzińskiej–Gross zawiera treści szkalujące dobre imię Polski i Polaków. Wobec tego, iż ww. wartości są dobrem wspólnym całego Narodu Polskiego, każdy Polak i każda Polka może czuć się poszkodowana i wyraz temu dają na licznych stronach internetowych, wzywając do oprotestowania książki „Złote żniwa" jak chociażby zrobili to Jan i Anna Kołakowscy pisząc:

Spośród tez zawartych w publikacji najbardziej obrzydliwa nie jest sformułowana wprost. Otóż, jeśli Polacy rabowali groby w Treblince, nieprawdą jest jakoby po przyjeździe do obozu, Żydzi byli ograbiani przez niemiecką obsługę!!! Zdjęcia w muzeum oświęcimskim ukazujące nagie zwłoki w dołach śmierci, stosy rzeczy zrabowanych przez Niemców więźniom znajdujące się w barakach Majdanka to fikcja!!! Swoją publikacją wydawnictwo „Znak" dołącza do mediów zachodnich wypisujących bzdury o „polskich obozach koncentracyjnych" i Polakach entuzjastycznie witających Niemców na ulicach Gdańska w roku 1939. (...) Żydzi domagają się od Polski kilkudziesięciu milionów dolarów tytułem zwrotu tzw. mienia żydowskiego, mają świadomość, że bez odpowiedniego przygotowania gruntu przeprowadzenie tej operacji nie będzie możliwe. Temu właśnie służy trwające od wielu lat oczernianie narodu polskiego i sformułowania w rodzaju „polskie obozy koncentracyjne", temu służył film „Lista Shindlera" przedstawiający „dobrych Niemców" i SS-manki mówiące w języku polskim, temu służy kolejna publikacja przygotowywana przez wydawnictwo „Znak".

Do książki krytycznie odniósł się również Piotr Gontarczyk, który w swojej recenzji opublikowanej na stronach dziennika Rzeczpospolita zarzucił autorowi manipulowanie faktami historycznymi i dokumentami, podawanie nieprawdziwych informacji i nadinterpretację: Istotniejszą rolę odgrywa tu sposób, w jaki ów autor posługuje się cudzymi tekstami naukowymi lub wskazanymi przez innych źródłami. Jednym nadaje fałszywe znaczenie, inne wypacza, robiąc z nich wycinanki, jeszcze innym, opisującym wydarzenia skrajnie patologiczne, ale incydentalne – nadaje walor opisów uniwersalnych

W chwili obecnej książka „Złote żniwa" Jana Tomasz Grossa jest również przedmiotem analizy historyków Instytutu Pamięci Narodowej, którzy zajęli się nią na prośbę internautów i blogerów domagających się także wszczęcia przez IPN śledztwa i skierowania postępowania na drogę sądową, jeśli weryfikacja książki Grossa wskaże, że znajdują się w niej tezy naruszające art. 54 i 55 ustawy o IPN (mówią one m.in. o odpowiedzialności karnej osób publicznie zaprzeczających zbrodniom faszystowskim i komunistycznym).

Zważyć trzeba szczególnie na to, że najnowsza książka Jana Tomasza Grossa, nie jest pierwszą, w której pojawiają się fałszywe oskarżenia pod adresem Narodu Polskiego, manipulacje historią stosunków polsko–żydowskich i historią Polski w ogóle, a co za tym idzie szkalującą nasz Naród i jego dobre imię. Wystarczy choćby wspomnieć publikację „Strach" tego autora, w której mówi o „polskim małym holocauście". Już za samo to stwierdzenie J. T. Gross powinien stanąć przed Sądem.

Żadna z jego książek nie jest publikacją historyczną, poparte są bowiem li tylko domysłami, przypuszczeniami i jednostkowymi wydarzeniami. Jest bardzo stronnicza i tendencyjna publicystyka, pisana po to by podsycać w Polsce konflikty i tworzyć sztuczny antysemityzm.

Książki Jana Tomasza Grossa, które wzbudzają w Polsce tyle kontrowersji nawet jeszcze przed ich ukazaniem się, prowadzą do tego, że wstrząśnięci falą kłamstw w tych publikacjach Polacy odczuwają nienawiść do narodu żydowskiego.

Nadto z całą stanowczością zwrócić trzeba uwagę na towarzyszące wydaniu książki wywiady i wypowiedzi, których udziela Jan Tomasz Gross: Niestety materiały i dokumentacja z tego okresu mówią, że normą zachowania, które aktualizowała ze strony polskiej ludności w zetknięciu się z Żydami, było traktowanie ich jako zwierzyny łownej (artykuł z 16 marca 2011 r. zamieszczony na stronie www.pardon.pl – wydruk w załączeniu). Takie zachowanie się Jana Tomasza Grossa wyczerpuje znamiona art. 256 KK, gdyż publicznie nawołuje on do nienawiści do Polaków, posługując się w tym celu paskudnym kłamstwem i oszczerstwem.

Na najwyższą pogardę zasługuje natomiast fakt, że Żydzi próbują się wzbogacać na tej strasznej tragedii, jaką był holocaust, co wypomina swoim rodakom Norman Finkelstein w „Przedsiębiorstwie Holocaust".

Wobec powyższego, niniejsze zawiadomienie jest ze wszech miar słuszne i zasługuje na uwzględnienie.

Leszek Bubel

To i inne zawiadomienia przeciwko Grossowi pozostały bezskuteczne. Ot Żydzi w Polsce stoją ponad prawem.

oncontextmenu="return false"> ... ...